Wro Zoo i prawie foka
Ξ Sierpień 16th, 2010 | → 0 Comments | ∇ Podróże |
Dzisiejszy dzień, podobnie zresztą jak wczorajszy minął pod znakiem zwiedzania Wrocławia z racji odwiedzin rodziny. A że Wrocław to miasto dynamiczne to cóż – sami byliśmy z moją Eweliną mocno zaskoczeni, jak bardzo się ono zmienia – i to dosłownie na naszych oczach i pod naszymi nosami – choć to akurat zapach miasta jest jednym z najsłabszych elementów całej układanki. Ale to temat na oddzielną historię…
Dzisiejszy dzień to hasło ZOO. Wrocławski ogród zoologiczny cieszy się z roku na rok coraz większą popularnością. Grupa osób zwiedzających jest przeogromna. Rzeczywiście jest co zwiedzać. Spośród post- peerelowskich pozostawionych jeszcze gdzieniegdzie pawilonów (do tej grupy niestety należy budynek akwarystyczny, lecz można to wybaczyć zerkając na najbliższe plany rozbudowy zoo o porządne oceanarium!) przedziera się coraz więcej nowych, wspaniałych budyneczków i wybiegów niejednokrotnie bardzo pozytywnie zaskakujących swą funkcjonalnością i pomysłowością. Wyobraźcie sobie me wielkie zaskoczenie, gdy po długiej, żmudnej, wyczerpującej wędrówce, gdzie nogi ciągnęły się za mną powłóczystym niby pół okręgiem błądząc pomiędzy budkami z : kiełbasą, knyszami, frytkami, kebabem, pizzą, hot-dogami, bigosem i nie wiadomo jeszcze czym ukazał się basen z FOKAMI! A dokładnie z kotikami, które często są mylone z fokami.
Kotiki afrykańskie należą do rodziny uchatkowatych, w przeciwieństwie do fok mają małżowiny uszne i wyodrębnioną szyję. Świetnie poruszają się w wodzie, głównie za pomocą przednich kończyn. Potrafią również sprawnie poruszać się na lądzie. Samce osiągają zwykle do 2,3 m długości i masę ciała nawet 350 kg. Mają szary lub czarny grzbiet i jasne podbrzusze. Większość czasu spędzają w wodzie, ale w pobliżu brzegu. Żywią się rybami, rzadziej krabami i kałamarnicami.
Zapewniam, że dla kogoś, kto kocha wodę to na pewno najbardziej ekscytujący moment zwiedzania zoo. Warto trafić w okolice basenu w porze karmienia:
Dlaczego…? Odpowiedź jest prosta: podczas karmienia można usłyszeć wiele ciekawych informacji na temat samych kotików, oraz o tresurze/treningu metrycznym, który przechodzą we zoo. Polega on na tym, że wszystkie pozornie wyglądające na cyrkowe sztuczki figury mają tak naprawdę znaczenie praktyczne. Np. nauka podawania płetwy, kojarząca się z psim „podaj łapę” to nic innego jak umożliwienie sprawdzenia czy jej stan jest ok, czy nie ma jakiś zadrapań lub obtarć. Podobnie jest z obracaniem się na plecy. Ta „sztuczka” bardzo pomaga przy diagnozie, gdy samica jest ciężarna, aportowanie to ćwiczenia poprawiające kondycję kotików oraz urozmaicające im czas itd. Króciutkie karmienie to naprawdę coś wspaniałego. Zachęcam – naprawdę warto to zobaczyć. Oczywiście najważniejszy dla nas freediverów jest aspekt związany z nurkowanie. Zapewniam Was. Gracją nie dorównujemy im nawet na krok – i (bez żadnych negatywnych skojarzeń) dotyczy to także płci pięknej. Zwróciłem uwagę na to, że zwrotność kotików pod wodą jest godna pozazdroszczenia nawet przez delfiny, które mimo wspaniałej sylwetki są także obdarzone ograniczeniami związanymi z ruchem w określonych płaszczyznach. Tego limitu nie zauważyłem u uchatek.


