Sproitz – ale piekny TRENING! Bez monotonii i nudy :D

Ξ Sierpień 22nd, 2010 | → 2 komentarzy | ∇ Podróże, Trening |

Kontynuując dobrą passę związaną z weekendem niedziela to Sproitz. Tak wiem jestem nudny i monotonny ciągle te same miejsca, ale…! No właśnie. Trening to nie tylko jednorazowy wypad i podziwianie swojego sprzętu i umiejętności oraz rozkoszowanie się pięknymi okolicznościami przyrody. Trening to z definicji regularne mniej lub bardziej zaawansowane powtarzanie pewnych czynności. Tak samo dotyczy to rozwijania naszego ciała jak i umysłu. I kluczem tu jest regularność a nie intensywność. Nawet lekki trening powtarzny regularnie da nam o wiele wiecej niż intesywny jednorazowy wypad nad wodę. Wiąże się to choćby z oswojeniem ze sprzętem, akwenem, warunkami atmosferycznymi itd. Więc o monotonię proszę mnie nie posądzać bo na pewno będę tu wracał jeszcze wielokrotnie każdego sezonu.

Przyjazd do bazy – podobnie jak za każdym razem. Na początku opłata (6 euro/osobę) i strach w oczach właściciela. Nie wiedzieć czemu, mimo tego, że liczba freediverów ciągle rośnie i jeszcze nigdy nie zdarzył się ani jeden wypadek – ciagle boją się tam tej formy nurkowania. Nieważne. Wierzę, że w końcu się to zmieni. W każdym bądź razie szybko przygotowaliśmy boję i linę i poszliśmy do wody. Warunki były wyjątkowo dobre. Spokojny dzień, słonecznie (choć pod koniec dnia deszczyk lekko przeszkodził przy rozpalaniu grilla), woda dosyć ciepła (przy powierzchni miała około 21 stopni!), poniżej 20m widoczność bardzo się poprawiała. W takich oto warunkach przyszło nam nurkować. No i widać nie tylko ja uległem urokowi otoczenia. Przemek i Ewelina podczas tych nurkowań ustanowili swoje nowe zyciówki! Nikt się tego nie spodziewał. A poszło naprawdę spokojnie. Zasiedzieliśmy się w wodzie naprawdę długo a mimo wszystko każdy z nas czuł niedosyt. To własnie magia freedivingu. Ciągle odkrywamy siebie od nowa. To właśnie poszeżanie limitów i ograniczeń. Dla Eweliny i Przemka serdeczne gratulacje! Czyściutkie i spokojne wynurzenia. Ja na koniec pod wpływem dobrej passy postanowiłem na zakończenie spróbować moje cwiczonko zakończeniowe. Tym razem zszedłem na około 10,5m i … udało się ! Osiągnięty czas: 3:15! Dla mnie rewelacja. Nie pozostało nic innego jak tylko wyjście z wody,  rozwieszenie sprzętu, i … oczywiście! Przygotowanie tradycyjnego już grilla, którego niewątpliwoą atrakcją był dorsz (całkiem spory zresztą),  upolowany własnoręcznie przez Jacka. Jacku gratulacje strzelenia takiej smacznek rybki!

A poniżej możecie zobaczyć kilka fotek z tego wypadu:

 

Komentarze

This entry was posted on niedziela, Sierpień 22nd, 2010 at 11:11 pm and is filed under Podróże, Trening. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.
2 Comments so far

  1. maczek on Wrzesień 2, 2010 12:39 pm

    Mruwa, zapomniales dodac, ze dorsz byl wlasnorecznie upolowany w Norwegii a nie w niemczech. W Niemczech jest zakaz uprawiania spearfishingu.

  2. Jaca on Wrzesień 4, 2010 3:46 pm

    no i w jeziorach ich nie ma ;D

Imie (wymagane)

Email (wymagane)

Strona WWW

Podziel sie swoja opinia

  • Ciekawostki

    Get the Flash Player to see the slideshow.
  • Highslide for Wordpress Plugin